poligrafia – wizytówki multiloft

Czasem spotyka się ludzi, których nie da się streścić ani w słowie, ani w obrazie.

Z oczywistych względów przypadła mi rola kustosza tego projektu. Dr Renatę Schneider znam od 2011 roku, kiedy to trafiłam do niej, bo szukałam cudotwórcy, który uratuje mojego psa.

Odebrałam właśnie wizytówki. Zatkało mnie. To jest takie bardzo moje. Wzruszyłam się. Piękne.

R. Schneider

trudna sztuka dziękowania

Człowiek i design

Zaczęło się wiele lat temu, kiedy ręce, które widzą, spoczęły na obolałym ciele mojej labradorki, a przyczepiony do nich głos powiedział – nie jest tak źle, to się może udać. Udało się nie tylko wtedy, ale również później, kiedy wielokrotnie udowadniała mi, że te wszystkie historie o zmartwychwstaniach dokonanych miłością to nie przelewki.

Wizytówki dla cudotwórcy

Wizytówki nie miały być wybitne, nie miały być na bogato. Miały przede wszystkim pasować do osoby, której dotyczą. Nikt nie śmiał zapytać o brief, wytyczne, sugestie, nie było żadnego punktu odniesienia. Była jedynie świadomość wiecznego zabiegania i marnowania drogocennego czasu na wieczne zapisanie pacjentom numeru telefonu. Szkoda czasu na takie bzdury. Po to są notesy i wizytówki z godzinami otwarcia gabinetu. Zrobiliśmy.

Dodatkiem do bejziku była wizytówka imienna na specjalne okazje. Jej głównym zadaniem było PASOWAĆ DO OSOBY, której dotyczy. Miała być esencją tego, na co mogą liczyć pacjenci i co przyda się w kontaktach akademickich, gdzie poważni profesorowie mówią do siebie po imieniu, bo pamiętają się jeszcze z czasów szczeniackich. Skoro wszyscy wszystko wiedzą, skoro to tak hermetyczne środowisko, to co napisać, skoro sama zainteresowana nie wie…?

Wizytówka MultiLOFT & MultiLOVE

Nie mogła być taka po prostu, taka jak tysiące innych wizytówek, które niezauważone nosi się w portfelu. Musiała być i nie być jednocześnie, trochę na serio i trochę z przymrużeniem oka. Musiała mieć jakąś typografię i rozkład treści, ale osoba na wizytówce nie jest jakimś tam „lekarzem weterynarii”, którego można zredukować do banału. Ponadto nie potrzebuje wymieniać rozlicznych specjalizacji, bo po co. Ona to ona. Jest członkiem rodziny, który w środku nocy odbiera telefony i zaspanym głosem mówi, jak przepchać zapchany wenflon. Pamięta też rozliczne żenujące sytuacje, w których ze śmiertelną powagą wykazuje, że krwotok, z którym właśnie przyjeżdżasz na sygnale jest po prostu … pierwszą cieczką nowej psiej tymczasowiczki.

__
Anna

Na trop trafiliśmy podążając śladem wyżłów i niżłów gapiących się na nas z lekarskiego fartucha